Newsletter

Promocje | Nowości | Atrakcje

Zapisz się

Legenda o zajeździe na Paszkowskim Dworze

Już w XV wieku, kiedy Paszkówka stanowiła uposażenie kanonii istniejącej przy Katedrze Wawelskiej, w miejscu dzisiejszego pałacu stał niezbyt okazały dwór drewniany, a obok niego kaplica. W XVIII wieku, kiedy dwór zamieszkiwali Gruszczyńscy doszło do ostatniego znanego zajazdu na Paszkowskim Dworze. A jak to się stało – opowiem

Ona – Jadwiga z Reńskich Gruszczyńska – piękna i zamożna dama, w niewielu rzeczach przypominała wątłą kobietę z zamożnego domu. On – Jan Gruszczyński, bogaty od urodzenia, nie zaznawszy opieki matki prowadził życie rozpustne i hulaszcze.

 

Razu pewnego Jan razem z przyjaciółmi raczyli się trunkiem, a że zima sroga nastała i rozrywki mało było kulig szlachecki zorganizować trzeba było. A choć to nieodłączna część karnawału była i rozpowszechniona wśród „lepiej urodzonych” niejednego biedniejszego pana mogła puścić z torbami. W owych czasach mawiali „jeszcze od Popiela – ma cel zalać każdemu gardziela”, no bo pito przy tym bez umiaru, obżerano się nieprzystojnie, a i hulanka trwała do rana. Pakował się Jan z przyjacielem na sanie, do tego małżonki na kolana i całą rodziną ruszono objeżdżać sąsiadów. Biada była Ruszczynowi, który źle przyjął sąsiadów i poskąpił gościom. Źle o nim mówiono i że skąpy. Pojechali i do drugiego, Jędrkiem zwanego! Gdy już wszystko wyżarli i wypili co było zabrali nieboraka z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada. A i jemu pustki w spiżarni zrobiwszy ciągnęli dalej aż w kolej do dworu Gruszczyńskich dotarli. Jan, mocno trunkiem porażony, niemal nieprzytomny pomylił Maryne, pokojówkę we dworze z żoną swą Jadwigą i zaciągliwszy ją ku piwnicy zabawić się z nią raczył. Baraszkował tak do rana, a że Maryna Pana swego szanowała ani słowa nie powiedziała.

 

Towarzystwo Gruszczyńskiego, jak to zawżdy bywało cnoty umiarkowania w jedzeniu i piciu nie posiadało. Innym razem Jan zatrudnił liczna asystę oraz najlepszych kuchmistrzów na wzór wielkopańskiego dworu i wydał ucztę dworską, a zaopatrzywszy spiżarnię zwołał przyjaciół. Jan oczekiwał swoich gości na progu dworu. Jadwiga – wyszła do drzwi, aby powitać dostojne kobiety, tuż obok stał Jan witając przybyłych mężczyzn. Jakież było jej zdziwienie, kiedy wśród zaproszonych gości nie dostrzegła żadnej z małżonek zacnych gości. Obrażona odeszła z męskiego towarzystwa tłumacząc się migreną. Gruszczyński zachwycony nieobecnością żony kazał podawać do zastawionego srebrami stołu. Towarzystwo raczyło się nie tylko wyśmienitym pasztetem i prosięciem pieczonym w całości, ale przede wszystkim trunkami z piwnicy Jana. Wokół stołów kręciły się dziewki do posługiwania, a że zgrabne były, a procentów panom przybywało podszczypywali to Zośkę, to Anielę, a to Petronelę, aby te ich urokowi ulec raczyły. Dziewczyny młode były i do Panów się wdzięczyły, a że wśród gości wielu kawalerów jeszcze było liczyły, że może i męża Bóg raczy im dać tego dnia. I tak wśród zaproszonych Karol i Maciej chętni byli, choć niekoniecznie do żeniaczki. Wszak o rękę prosili już we wsi pod Krakowem, ale czarną polewkę od ojca wybranek dostali. Nie chciał bowiem ojciec dla córek takich mężów, którzy umiaru nie znają, a do tego życie swawolne wiodą. I tak bracia postanowili, że na wieki kawalerami zostaną, a doraźnie dla uciechy ciała dziewuchy uwiodą i użyją co trzeba, a potem odstawią. U Jana piękne dziewczyny były i Karol i Maciej niecny plan podjęli. Panienki wdzięczyły się do jednego i drugiego znając ich bogactwo, ale kiedy co do czego miało dojść uciekły i braci rozochoconych zostawiły. Kiedy oni do stołu wrócili towarzystwo pijane spało gdzie popadło, część na ławach, inni pod stołem a na końcu stołu Pan Strzebla ogrywał w karty Pana Radwana po raz kolejny. Kiedy Radwan przegrał 10 kolejkę z rzędu, a tym samym stracił już monety, które miał przy sobie i zastawił już szablę, którą wnet też miał stracić zdenerwował się okrutnie. Podrywając się od stołu strącił ławę i dwóch śpiących na niej, po czym czynić spustoszenie na stole zaczął. Wykrzykując obraźliwe hasła i tucząc zastawę gościnnego domu pobudził pijanych towarzyszy wszczynając awanturę okropną. I tak zaczął bić się każdy z każdym, nie wiedząc tak naprawdę o co.

 

Jeszcze innym razem Gruszczyński zaproszony na chrzciny potomka przyjaciela swego Rostowskiego powozem raczył przybyć na miejsce uroczystości. Przy biesiadzie posadzono go obok hrabiego Tęczyńskiego, z którym od lat pozostawał zwaśniony. Uznał to on za wielki nietakt i wzbudził nie lada poruszenie wśród gości, kiedy przekroił obraz szablą przy swoim miejscu. Obraził się na Rostowskiego za obelgę, której od niego doświadczył i czym prędzej wyszedł z biesiady, pozostawiając żonę swoją Jadwigę w towarzystwie.

 

Niedługo po tym wydarzeniu Janowi przestało dopisywać szczęście. Grywał on często w karty, a po nietaktownej kolacji jego passa uległa znacznemu pogorszeniu. Przegrywał coraz większe pieniądze i kosztowności. Sprowadził, więc do dworu kobietę trudniącą się czarami, aby urok, który na niego został rzucony odwróciła. Czarownica czary odprawiła, a pleban dowiedziawszy się o całym zajściu wyklął Jana podczas niedzielnej nauki.

 

Jadwiga, kobieta niesamowicie mocnego charakteru, wierząca o twardych zasadach nie mogła przeżyć upokorzenia, którego doznała. Uznawszy wyższość swoją nad mężem, a że i spryt w zarządzaniu posiadała popadła w przekonanie, że lepiej jej bez hulaki Jana będzie. Oddaliła męża i nakazała mu opuszczenie dworu. Podzieliła przy tym ich wspólny majątek i tak drogi ich się rozeszły. Została w Paszkowskim dworze w towarzystwie służby i nad wszystkim trzymała piecze. Mąż jej tymczasem z połową majątku udał się w kierunku Karczmy Rzym.

 

W gospodzie udzielono Janowi gościny, a on nie rezygnował z hulaszczego trybu życia. Starych i nowych przyjaciół przybywało. Razu jednego podczas biesiady, gdy pito, śmiano się, rozmawiano, alkohol przynosił do głowy coraz to nowe koncepty. Gruszczuński kończąc kolejny puchar wpadł na pomysł przeprowadzenia wyścigów pucharowych. Biesiadnicy ścigali się, kto szybciej osuszy kielich. Kielichy w Karczmie Rzym mogły pomieścić nawet pięć butelek wina, a towarzystwu przygrywała muzyka. Kiedy muzyka przestawała grać, a kielich nie był pusty, bo pijący nie zdążył go osuszyć kielich napełniony został od nowa. Tak powtarzano procedurę razy kilka aż, Gruszczyński zwalił się pijany pod stół.

 

Innym razem Jan siedział przy stole otoczony świadkami niniejszej rozrywki. Wybrał sobie szklanicę, którą napełniono piwem. Następnie szklanicę postanowił wypić w trzech razach, pomiędzy którymi obiecał wykonać określone czynności w kolejności. Przy pierwszym podejściu głaskał palcem wąs jeden, potem drugi, musiał dotknąć nosa, brody, uderzyć w stół od góry i od spodu, tupnąć nogą i wypowiedzieć na koniec słowo „piwo”. Przy drugim podejściu Jan wykonał wszystkie gesty podwójnie, a na koniec miał powiedzieć „dobre”. Za ostatnim razem gesty powtarzał trzykrotnie, a kończąc szklanicę rzekł „polej”. Toć rzekł to, jako ostatnie słowo pamiętnego dnia i zasnął oparty o stół. Wszak dobra impreza to ta, z której goście nie wychodzili, a wynosić ich trza było. 

 

Wieczoru jednego biesiada w karczmie zmieniła się w burdę. Zacni goście zapomnieli o godności i etykiecie. Siedział Gruszczyński przy kielichu z winem, kiedy w drzwiach stanął Tenczarski. Podochocony alkoholem szlachcic nagle przypomniał sobie o starym urazie, który przybrał teraz wagę życia i śmierci. A plamę z honoru tylko krew mogła zmyć. Wyszli więc panowie przed karczmę i bój na szable stoczyli. Polała się krew, lecz w znikomej ilości, a rozbudzone towarzystwo szybko okrzyknęło, że do karczmy wrócić należy i zalać spór dobrym trunkiem. Żądza zemsty u Gruszczyńskiego była jednak tak silna, że kiedy tylko Tenczarski padł pijany, podszedł Jan do stołu, na którym jeszcze ciepły prosiak leżał. Wyrwał mu ze złością ogon i wsadził wrogowi w ucho.

 

Nazajutrz po tym wydarzeniu Jan zorientowawszy się, że po majątku nic nie zostało postanowił wrócić do Paszkówki i o przebaczenie żonę swą Jadwigę prosić. W karczmie biesiada trwała, goniono więc za nim i wracano go z powrotem. Gruszczyński opierał się wychodząc po raz kolejny i znowu zawracał. Kiedy już dotarł do powozu wyszli za nim biesiadnicy, aby strzemiennego jeszcze z nimi wypił. Wypił wiec Jan z każdym gościem i ruszył w kierunku Paszkówki.

 

Kiedy tylko ta wiadomość dotarła do dworu poleciła Jadwiga zabarykadować drzwi, aby Gruszczyński wejść nie zdołał. Przybył nieborak i o łaskę prosić zaczął. Im bardziej prosił i śpiewał pod drzwiami, tym bardziej urażona żona odmawiała mu rozmowy. Po pierwszym dniu i nocy wołania skrzyknął Jan przyjaciół, aby pomogli mu przeforsować drzwi dworu. Dzielnie broniła służba ze swoją panią dworu przez 7 dni i nocy. Ósmej nocy padł Gruszczyński na kolana, co ujmą dla honoru jego było niezwykłą i płakać począł. Opuścili go wszyscy i sam został. Ulitowała się Jadwiga i wyszła do niego, bo noc była deszczowa. Klęczał przed nią i o wybaczenie prosił, przysięgając odmianę życia. Jadwiga widząc szczerość w oczach męża obiecała mu wybaczyć, ale przeprosić miał wszystkich, których skrzywdził. Wszedł, więc Jan do dworu, przepraszając żonę, dzieci i służbę, a nazajutrz odwiedził i plebana o łaskę prosząc. I przeprosił Gruszczyński przyjaciół i tych, z którymi spory toczył, a od dnia, kiedy żona przyjęła go z powrotem życie swe odmienił. Zaszła w nim przemiana nieoczekiwana. I tak dożył Jan starości otoczony rodziną, biesiadując z umiarem aż po koniec swoich dni.

 

Taka to opowieść z przekazu ustnego zasłyszana. Nie wiemy czy prawdziwa, ale o Janie Gruszczyńskim taka legenda wciąż żywa.

  

Ceny i Rezerwacja

Przyjazd
il. nocy

Oferty Specjalne

DLA ZAKOCHANYCH - PAKIET ... paszkowka - DLA ZAKOCHANYCH - PAKIET KRÓLEWSKI 2 dni, od 689 zł /noc

Zrób Prezent

Podaruj pobyt bliskiej osobie
czytaj więcej